Janek próbował wyjaśnić najmłodszemu, że to jest jego pomysł na łuk.
A mianowicie: tu jest leszczyna, a tu się ciągnie i napręża cięciwę, i gdy strzała trafi gdzieś… Mądrość ani strzał nie ma właściciela przecież.
Najmłodszy rozumiał prawie, o czym mu Janek mówił.

Tak. Zejście z tajemnicy było dużo trudniejsze, niż człapanie się po schodach w górę.
Teraz był i łuk.
I patyk dedykowany na strzałę.

Po zejściu wszelkiej tajemnicy ze schodów okazało się, że nikt ich nie obserwuje.
Zdziwienie Janka i najmłodszego było nie na miejscu

Pola, zagrody, wszystko tam w zasięgu wzroku oddychało od ludzi, których w nich nie było.

W końcu…

Tam nie było innych ludzi.

Był Janek i najmłodszy.

Jedenaście i dziesięć lat.
Czas tworzyć przestrzeń na nowo.

Żaby muszą jeszcze poczekać.