Wieko skrzyni skrzypnęło, zawyło wręcz złowrogo, gdy uniesione zostało nagle i bez pardonu, w tumanach kurzu. Odsłaniając swoją zawartość – intymność.
Na dnie tej subtelności, na samym dole nicości, w podwójnej ciemni podkreślonej półmrokiem miejsca leżał patyk.
Leszczynowa gałąź.
Jankowi zaszkliły się z emocji i wzruszenia oczy.
Najmłodszy natomiast zaczął się rozglądać wokół, czy aby nie przeoczył czegoś ulotnego, co w trakcie celebry otwierania wieka nie spieprzyło pod skosy sezamu.
Jednak nie. Ten patyk był tu clou.
Najmłodszy to dopiero za jakiś czas miał zrozumieć.
I żaby też.