Strych.
Często się mówi: Strych

By młodość uczulić na takie miejsca.
Bo na strychu coś tam się dzieje. Duchy chodzą. Dzieci też porywają tam. Patroszą i ich nie ma.
Tylko ich oczy turlają się w dół po schodach. Takie kuleczki turkoczące po schodkach. Puk, puk, puk….

Najmłodszy wiedząc o tym, zaciekawiony opowieścią Janka, przełamał strachy.

Na dole, w największej izbie, stało przepiękne wrzeciono. Najmłodszy nie wiedział wtedy, jak to nazwać.
Do tej pory nie wie.
Bo to nie było wrzeciono, tylko przepiękna, drewniana maszyna.
Wielki kołowrotek!

Młodemu, który patrzył na to, zakręciło się w głowie. Był pod wrażeniem, że takie piękno zostało porzucone.
Drewniana, wielka, wirująca konstrukcja…. I resztki nici, które podrywały się do lotu, gdy tylko zakręcił tą maszyną czasu.

A to był dopiero początek.
Dnia sierpniowego.

Ledwo dzień się zaczął…
A schodzy na strych były tuż.