Od dawna już – to nie to, że teraz – żyję w poczuciu miałkości zdarzeń, które istnieją we mnie i wokół mnie.
Analizuję ich genezę. Szukam przyczyn w sobie i na zewnątrz. Nawet czasem do jakiś wniosków uda mi się dojść.
Chyba jednak konstrukcja problemu jest o wiele prostsza. Rytm, który życie nam narzuca sprawia, że przestajemy myśleć w kategoriach samospełnienia i optymizmu. Dochodzą do tego elementy rozkładu społeczeństwa i narodu, które widać nawet podświadomie, gdy się zerknie ukradkiem na twarze mijanych na ulicy osób.
Czasem zatrzymałbym się, porozmawiał. Wczoraj nawet spróbowałem.
Spytałem
– Mogę pomóc?
Usłyszałem
– Pierdol się gnacie!
No nie da się…