Napiszę tak: Wszystko się kończy, nawet najdłuższa rolka papieru toaletowego – banał, ale prawdziwy.
Nie piszę o miłości i szacunku, bo te kończą się dużo wcześniej.
Tydzień temu, przez skończoność powyższych form zostałem upodlony (a,faktycznie pałętał się jeszcze motyw gitary). A nawet nie przez nie, te formy, tylko konkretnie, przez ciebie.
Nie rozumiesz, nic nie rozumiesz… Świadomie nie chcesz rozumieć. Od kilkunastu lat ci mówię, że nie ma w tobie empatii. Nic z tym nie zrobiłaś. A tak łatwo przecież podejść i powiedzieć: jestem z tobą – no tak,ale gdy się jest.
Niszczysz. Łatwy oręż masz, bo jesteś kobietą. Klikniesz okiem ku władzy, i nikt mnie nawet nie spróbuje wysłuchać. Aż chce się wtedy prosić o równouprawnienie. I się wyje w siebie. Bo jest się bez szans.
Nic złego nie zrobiłem. Nikomu krzywdy żadnej. Wiesz dobrze. Nigdy.
Twoje niszczenie mnie przypomina celowość.

Nie dam się tobie
zniszczyć do końca

jeśli już
odejdę sam

niebawem

ewentualnie
z przyjacielem honorem

taki jestem