Pytania retoryczne – Kaczmarskiego

Tyle słów namawia, żeby im zaufać;
Ostrzem tnie rozumu lub pasją wybucha,
Ku niebu uniesie, lub o ziemię ciśnie.
Jednak ufać – znaczy uchylić przyłbicy
Komuś, kto się mylić może, lub źle życzyć;
Więc na cios wystawiasz to, co najwrażliwsze.
Chociaż – jeśli słowom ufać się nie daje –
Cóż pozostaje?

Tak wierzymy w miłość, kiedy się pojawi,
Życie snem nasyci i przed jawą zbawi,
A trwaniu ruch nada wzniosłym niepokojem.
Jednak kochać – znaczy połączyć się z lustrem
Które przecież zniknie i zostawi pustkę,
Jakiej nie wypełni żadna noc we dwoje.
Choć – jeśli miłości już wierzyć nie umiem –
Cóż ja rozumiem?

Na siebie liczymy, że nam starczy krzepy,
By o własnych siłach przebyć świata przepych
I mieć zeń choć tyle, co się dźwignąć zdoła.
A przecież się nieraz grunt spod stóp obsunie
I siebie samego nie potrafisz unieść
Przed własną bezsiłą chętnie chyląc czoła.
Choć – jeśli na siebie nie możesz już liczyć –
Czyż jesteś niczym?

Tyle wiar tym, którzy na siebie nie liczą
Powolność nakazom płaci obietnicą
Nieziemskiej miłości, wiecznego przepychu.
Każdy zaś nakazy wypełnia jak umie
I wierzy, że wierząc – nie musi rozumieć
Czemu krew przelewa i popioły wdycha.
Więc ów, kogo wiar tych oferta nie ruszy –
Czyż nie ma duszy?

 

Reklamy

Gdybym

gdybym w ludziach

znalazł ten przełącznik

dobry zły

to bym kokosy

dziś pozbierał

jeden w Tivacie

drugi w Budwie

a trzeci leżałby pod oknem

niech wyjrzę

no nie ma

czas najwyższy

 

zasadzić

Gdyby

20160906_185737

 

gdyby kiedyś powiedziano mi

idź pod tę górę

zasmuciłbym się

kuźba daleko wysoko i prysznica niet

chyba nie pójdę

now konformizm

 

Chmura nocą

Bertuś, rewolucjonisto komuszku, nie mogłeś przewidzieć, że do dobrych, a czasem dowcipnych tekstów, głosu użyczy ci Wojnowska. Byłbyś teraz chociaż z tego dumien.

Żaby 11

Pośrodku strzały, jakby w locie uchwycona, przybita do dyszla kura zastygła.
Jeszcze przez chwilę międliła w powietrzu skrzydłami, gdaknęła donośnie ze dwa razy, poprzebierała nóżkami udając ucieczkę.
Po czym obracając się wokół osi strzały zawisła głową w dół. Bez ruchu.
To nie tak miało być.
Sama się nadziała…

Wieczorem najmłodszy w rozmowie z najstarszym musiał wysłuchać, jak to niemożliwie kura w górę podskoczyła, a potem spadając nadziała się na jedyny w kurniku, u strzechy wystający, zardzewiały gwóżdź. Rosół trzeba zrobić.

Ale to był dopiero początek.

Kura już wisi na jedynym gwoździu w kurniku…